Na początku trzeba przyznać że bieżący rok jest jednym z najlepszych dla polskiej branży gier. Zaczął się on na premierze Bulletstorma, oraz trwał przez długi okres – po Wiedźmina 2 i Dead Island. Wszystkie te tytuły miały liczne kampanie promocyjne oraz podgrzewanie atmosfery tuż przed premierą. To wszystko ominęło jednak kolejną polską grę – Hard Reset.
Ni stąd ni zowąd został ogłoszony kolejny polski projekt. Studio „Flying Wild Hog” – składające się z byłych pracowników CD Projekt, City Interactive oraz People Can Fly – wydało swą grę ledwie kilka miesięcy po oficjalnym ogłoszeniu. Brak milionów wydawanych na kampanie reklamową, brak medialnego szumu. Widocznie pieniądze, które na tym zaoszczędzili wydali na dopieszczenie swojej produkcji. I bardzo dobrze! Hard Reset wypada naprawdę porządnie! Ale zacznijmy od początku…
Hard Reset jest – najprościej mówiąc – strzelanką. Mamy tu widok z pierwszej osoby, rozwalanie hord przeciwników, efektowne wybuchy.. Standard. Sama akcja gry dzieje się w odległej przyszłości. Mamy bowiem rok 2436, a ludzkość toczy walkę z maszynami. My wskakujemy w buty weterana wojny, niejakiego Pana Majora Fletchera by uratować Bezoar (miejsce akcji) od bezlitosnych hord robotów. Napomnę od razu, że jeżeli pragniecie porywającej opowieści rodem z Matrixa – czy czegoś z bardziej „growej” półki – Deus Exa, to dobrze radze – odpuśćcie sobie. Całość napisana jest „na szybko”, występują niespójności, a sama historia nie należy do najciekawszych. Za plus można dodać jedynie pomysłowość przedstawienia jej. Jest bowiem w postaci.. komiksu. Muszę przyznać że jest to dość ciekawe rozwiązanie. Tak czy tak, nie należy się oszukiwać – przecież to nie fabuły szukamy w oldschoolowym shooterze. Prawda?
Teraz pewnie zastanawiacie się dlaczego nazwałem Hard Reset oldschoolowym? Chociażby dlatego, że twórcom tego tytułu udało się coś, czego próbowali dokonać twórcy rodzimego Bulletstorma. Połączyć dzisiejsze zaawansowanie techniczne gier z klasyką gatunku FPS. Myślę, że nie przesadzę jeżeli pójdę o krok dalej i nazwę Hard Reset Painkillerem lub Serious Samem tego roku. Mamy tu świetne połączenie graficznego szału z grywalnością rodem z przed dekady. Czuć to na każdym kroku. Nie uświadczymy tutaj samoistnego odnawiania się zdrowia, a otrzymamy zaś naprawdę spory poziom trudności czy chociażby projekty poziomów czerpiące rozwiązania z klasyków. Za przykład dajmy nieustanne ganianie się za dźwigniami (akurat zamiast nich są tutaj panele sterujące), które należy przełączyć otworzyć przejście do następnego pokoju bądź korytarza. Może z początku wydawać nam się, że tej „ganianiny” jest tutaj troszkę za wiele. Gwarantuje Wam jednak, że jest to sama przyjemność – klimat i projekty poziomów w Hard Reset to mistrzostwo.
Cyberpunkowa otoczka aż bije po oczach. Mamy tu mnóstwo świecących neonów, futurystycznych pojazdów (niestety, nie można nimi jeździć) i ogromnych drapaczy chmur. Po poziomach unoszą się w porozrzucane kartki papieru, mamy tu wszechobecny dym i kurz oraz padający w nocy deszcz. Klimat jest po prostu cudowny. Tworzy go też poniekąd grafika, a mowa tu konkretniej o oświetleniu które jest wręcz kapitalne. Podczas gdy w koło nas rozświetlają neony i inne lampy, my mkniemy przed siebie z karabinem rozwalając natrętnych przeciwników. I tu niestety należy wytknąć Hard Resetowi wadę.. Dlaczego w grze, w której chodzi o zabijanie wrogów jest ich tak mało rodzajów..? Trzy czy cztery typy mechanicznych szkodników plus kilka bossów to jednak troszkę mała ilość, nie sądzicie? Mimo tego, koszenie przeciwników jest bardzo satysfakcjonujące .
A czym tak męczymy naszych mechanicznych „przyjaciół”? Do wyboru mamy, tak naprawdę, dwie bronie. Pierwsza z nich to broń klasyczna. Druga zaś – bardziej cyberpunkowa – energetyczna. Uspokajając jednak głosy rozpaczy – bez najmniejszego problemu z jednej giwery robimy dziesięć. Potrafią się one bowiem „transformować”, ot chociażby z karabinu w strzelbę, czy wyrzutnię rakiet. Ulepszenia takie kupujemy w specjalnych punktach. Za zakupy płacimy punktami N.A.N.O które zbieramy z naszych poległych wrogów lub znajdujemy je poukrywane w różnych zakątkach mapy. Za owe punkty ulepszać możemy również swoje wyposażenie.
Graficznie Hard Reset prezentuje się znakomicie. Wyraziste tekstury, porządne modele, świetne efekty i genialny system oświetlenia. Nie skłamie, jeśli powiem, że jest to jedna z najlepiej wyglądających produkcji w które miałem okazję zagrać. Warto też napomnieć jeszcze o bardzo interaktywnym otoczeniu. Mam tu na myśli rozpadające się ściany, walące kolumny oraz likwidowanie oponentów za pomocą elementów środowiska. Fizyka gry została naprawdę ładnie odwzorowana. Butelki się tłuką, beczki toczą, a ciężkie metalowe skrzynie ledwo drgają. Wszystko zachowuje się dokładnie tak, jak powinno. Miodzio. Warto dodać również, że te wszystkie efekty zostały stworzone od podstaw. Gra hula bowiem na autorskim silniku studia Flying Wild Hog. Co więcej – wygląda on znacznie lepiej niż najbardziej popularny Unreal Engine 3. Brawo panowie!
Niestety, czymś w czym Hard Reset zawodzi jest na pewno długość rozgrywki. Nie rozglądając się za poukrywanymi sekretami grę udało mi się ukończyć w niecałe sześć godzin. Szkoda, że tak krótko. Co mam też do zarzucenia to to, że gra kończy się co najmniej.. głupio. Urywa się jakby w połowie. Odniosłem wrażenie jakoby twórcy po prostu zapomnieli o opowieści i w pewnym momencie zadecydowali, że czas zakończyć proces tworzenia gry. Smucić może też fakt, że w Hard Reset nie uświadczymy żadnego multiplayera. Nie ma mowy o kooperacji czy pograniu po sieci ze znajomymi. Szkoda. Tryb wieloosobowy mógłby dostarczyć wiele frajdy – już widzę ganiających się ludzi z elektrycznymi działami. To by było coś! Może twórcy kiedyś dodadzą takowy tryb za pomocą patcha, lub w formie DLC..? Pożyjemy, zobaczymy..
Podsumowując, Hard Reset to gra ciekawa. Mimo, że nie porywa fabułą, wciąga gracza na długie godziny. Wciąga, a potem boleśnie porzuca po kilku godzinach spędzonych z nią. Niemniej jednak, czasu spędzonego z Hard Reset nie żałuje. To było dobre klika godzin spędzone na siekaniu maszyn, oglądaniu wspaniałej grafiki i frustrowaniu się na poziom trudności. Jeżeli nie przeszkadza wam nieciekawa fabuła, krótki czas rozgrywki i brak multiplayera, a akurat macie wolne 79zł to szczerze polecam zakup. Jak widać, Polacy po raz kolejny pokazali, że potrafią zrobić dobrą grę bez pomocy żadnego z wielkich wydawców. Ale kto wie… Hard Reset pokazał na co stać Flying Wild Hog. Może – podobnie jak było z People Can Fly – zainteresuje się nimi ktoś znany, a my już niedługo zagramy w ich kolejną, tym razem wysokobudżetową grę..? Mam nadzieję, i tego ekipie z Flying Wild Hog życzę z całego serca.
Ocena: 8/10 – Niesamowicie przyjemna rozwałka, oldschool pełną gębą, wciągająca rozgrywka, wspaniała grafika i świetny, cyberpunkowy klimat to zdecydowanie zalety tego tytułu. Lecz co to byłaby za gra, gdyby nie miała swoich wad. Tutaj przede wszystkim należy zwrócić uwagę na to, że gra ma niezbyt ciekawą fabułę, jest zbyt krótka i… nie posiada multiplayera, a szkoda, bo mógłby być interesujący!



















