Lalka na Netflixie – recenzja serialu, który dzieli

Nie każda ekranizacja klasyki musi być grzeczna i wierna każdej stronie książki. Serialowa „Lalka” Pawła Maślony bierze bohaterów Bolesława Prusa i wrzuca ich w opowieść pełną groteski, namiętności, przemocy oraz społecznych napięć. To produkcja, która potrafi zaintrygować, rozbawić, ale też zirytować. I właśnie dlatego trudno przejść obok niej obojętnie.

W centrum pozostają Stanisław Wokulski i Izabela Łęcka. On jest ambitnym kupcem, który chce dostać się do świata arystokracji, ona próbuje znaleźć własną drogę w rzeczywistości, w której pochodzenie i pieniądze wciąż wyznaczają granice wolności. Ich relacja to nie tylko romantyczne zauroczenie, lecz także gra o władzę, status i możliwość decydowania o sobie.

„Lalka” Netflixa nie boi się prowokować

Od pierwszych odcinków widać, że twórcy nie zamierzają przygotować bezpiecznej adaptacji. Serial miesza kostiumowy dramat z czarnym humorem, groteską i momentami niemal pulpową konwencją. Zdarzają się sceny zaskakujące dosadnością, a niektóre zachowania bohaterów są celowo przerysowane. To nie jest opowieść, która chce jedynie wzruszać nieszczęśliwą miłością.

Ten wybór ma konsekwencje. Kiedy serial trafia w odpowiedni ton, jego bezczelność działa na korzyść historii. Kiedy jednak przesadza, emocje ustępują miejsca wrażeniu, że oglądamy prowokację dla samej prowokacji. Nie wszystkie pomysły są równie przekonujące, a część widzów może uznać, że twórcy za bardzo oddalili się od ducha Prusa.

Wokulski i Łęcka – największa siła serialu

Tomasz Schuchardt tworzy Wokulskiego, któremu daleko do pomnikowego romantycznego bohatera. Jest w nim ambicja, niepokój i momentami niebezpieczna obsesja, ale pod tą warstwą kryje się człowiek wrażliwy i samotny. Podoba mi się, że serial nie próbuje od razu usprawiedliwiać każdej jego decyzji. Wokulski potrafi budzić współczucie, ale nie zawsze sympatię.

Sandra Drzymalska jako Izabela Łęcka jest równie interesująca. Jej bohaterka nie sprowadza się do roli pięknej arystokratki, która ma jedynie przyjąć lub odrzucić uczucie Wokulskiego. Jest zmienna, czasem egoistyczna, czasem zagubiona, a jej pragnienie niezależności zderza się z przywilejami, z których nie zawsze chce rezygnować. Ta niejednoznaczność sprawia, że relacja głównych postaci jest ciekawsza niż prosta historia o nieszczęśliwej miłości.

Na uwagę zasługuje również drugi plan. Jacek Braciak, Dariusz Chojnacki, Piotr Pacek i Magdalena Cielecka pomagają zbudować świat, w którym niemal każdy ma własny interes, sekret albo sposób na przetrwanie. Nie wszystkie postacie dostają tyle miejsca, ile chciałabym zobaczyć, ale obsada jest jednym z mocniejszych elementów produkcji.

Warszawa, kostiumy i muzyka budują własny klimat

Wizualnie „Lalka” potrafi przyciągnąć uwagę. Kostiumy i scenografia podkreślają różnice między światem salonów a mniej uprzywilejowanymi mieszkańcami miasta. Twórcy nie próbują jednak stworzyć muzealnej rekonstrukcji epoki. To Warszawa przefiltrowana przez wyobraźnię reżysera – momentami stylizowana, teatralna i bardziej symboliczna niż realistyczna.

Muzyka BAASCH-a dobrze wpisuje się w tę koncepcję. Zamiast jedynie ilustrować wydarzenia, pomaga utrzymać niepokojący, chwilami ironiczny ton. Całość ma wyrazisty charakter, choć nie każdemu przypadnie do gustu połączenie kostiumowej oprawy z tak współczesnym podejściem do narracji.

Dlaczego widzowie są tak podzieleni?

W opiniach widzów powracają dwa skrajnie różne argumenty. Jedni chwalą odwagę, aktorstwo, świeże spojrzenie na znane postacie i fakt, że serial nie udaje wiernej ekranizacji. Inni odbierają te same decyzje jako niepotrzebne odchodzenie od książki, przesadę i zbyt mocne uwspółcześnianie klasyki.

Te reakcje są zrozumiałe. Jeśli ktoś oczekuje ekranowej wersji powieści, która odtworzy fabułę i atmosferę lektury, może poczuć rozczarowanie. Jeśli potraktuje serial jako autorską interpretację, łatwiej doceni jego energię i nieoczywiste pomysły. Sama jestem bliżej tej drugiej perspektywy, choć nie uważam, że każdy eksperyment twórców się udał.

Serial i powieść działają w innym rytmie. Sześć odcinków musi selekcjonować wątki i inaczej rozkładać akcenty. Niektóre postacie i relacje zyskują dzięki temu nową dynamikę, inne tracą część literackiej głębi. To cena za opowiedzenie tej historii na własnych zasadach.

Czy warto obejrzeć „Lalkę” na Netflixie?

Moim zdaniem warto, pod warunkiem że nie nastawiamy się na wierną ekranizację. To serial nierówny, ale wyrazisty. Najlepiej wypada wtedy, gdy skupia się na skomplikowanej relacji Wokulskiego i Łęckiej oraz na napięciach wynikających z różnic klasowych. Słabiej – gdy prowokacja i formalne popisy zaczynają dominować nad emocjami.

Nie poleciłabym go każdemu miłośnikowi Prusa bez zastrzeżeń. Rozumiem krytykę osób przywiązanych do pierwowzoru. Jednocześnie cieszę się, że powstała interpretacja, która wywołuje dyskusje i nie traktuje klasyki jak eksponatu zamkniętego za szybą. Nawet jeśli nie wszystkie decyzje artystyczne mnie przekonały, serial zostawił mnie z ochotą do rozmowy o bohaterach i o tym, jak inaczej można dziś odczytywać ich historię.

Lalka — nasza ocena

7
/10

„Lalka” Netflixa to odważna, nierówna interpretacja klasyki. Najlepiej wypadają aktorstwo, wyrazisty klimat i niejednoznaczni bohaterowie. Nie każda prowokacja przekonuje, a odejście od pierwowzoru może podzielić widzów.

Udostępnij ten artykuł
Obserwuj
Dawid Zieliński – redaktor naczelny Nienagrani.pl. Pisze o grach na PC i konsole, przygotowuje recenzje, poradniki, analizy oraz aktualności gamingowe. Odpowiada także za rozwój serwisu, SEO i tworzenie treści evergreen.
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Komentarze w tekście
Zobacz wszystkie komentarze
0
Napisz komentarz do artykułux
▲ Obserwuj nas na Facebooku