Gears of War: E-Day miał trudne zadanie. The Coalition wraca do początków jednej z najważniejszych serii Xboxa, pokazuje pierwszy dzień inwazji Szarańczy i jednocześnie musi udowodnić, że klasyczna formuła Gears of War nadal ma sens. Po premierze 6 października 2026 roku odpowiedź jest całkiem jasna: E-Day to bardzo dobry powrót do korzeni, choć nie jest grą bez wad.
- Gears of War wraca do początku historii
- Gunplay, który nadal daje ogromną satysfakcję
- Kampania potrafi zachwycić, ale jest za długa
- Grafika to jeden z największych atutów
- Horror działa lepiej, niż można było oczekiwać
- Bossowie nie zawsze dają radę
- Jak wygląda multiplayer?
- Czy warto zagrać w Gears of War: E-Day?
- Gears of War: E-Day — nasza ocena
Największą siłą produkcji pozostaje to, co w Gears zawsze działało najlepiej — ciężkie strzelanie zza osłon, brutalne starcia i satysfakcja z każdego celnego trafienia. Problem pojawia się wtedy, gdy kampania próbuje na siłę wydłużyć tę formułę otwartymi fragmentami i dodatkowymi aktywnościami.
Gears of War wraca do początku historii
E-Day jest prequelem pierwszej części serii. Akcja rozgrywa się podczas Emergence Day, czyli momentu, w którym Szarańcza wychodzi na powierzchnię i rozpoczyna inwazję.
To bardzo dobry punkt wyjścia. Twórcy nie muszą wymyślać kolejnego wielkiego zagrożenia — pokazują wydarzenie, które fani znają z historii uniwersum, ale tym razem mogą zobaczyć je z bliska. Młody Marcus Fenix i Dom Santiago nie są jeszcze legendami, a świat Gears of War dopiero zaczyna pogrążać się w wojnie.
Historia jest jedną z mocniejszych stron E-Day. Recenzenci szczególnie doceniali emocjonalne sceny, atmosferę pierwszych godzin inwazji i sposób, w jaki gra pokazuje brutalność Szarańczy oraz desperację ludzi. To nadal przede wszystkim strzelanka, ale tym razem horror wojny jest mocniej wyczuwalny niż w kilku poprzednich odsłonach.
Gunplay, który nadal daje ogromną satysfakcję
Jeżeli istnieje element, którego The Coalition zdecydowanie nie zepsuło, jest nim strzelanie.
Gears of War: E-Day zachowuje charakterystyczny ciężar broni. Każdy karabin sprawia wrażenie potężnego, przeciwnicy reagują na trafienia, a starcia zza osłon nadal mają odpowiedni rytm. Do tego dochodzi bardziej dynamiczne poruszanie się i większa wertykalność niektórych lokacji.
Ważną nowością są również modyfikacje wyposażenia. Eksplorowanie poziomów i wykonywanie dodatkowych celów może zapewnić dostęp do ulepszeń broni, dzięki którym można nieco inaczej podejść do kolejnych starć.
To nie jest rewolucja, ale wystarcza, żeby klasyczny model rozgrywki nie sprawiał wrażenia całkowicie skopiowanego z poprzednich części.
Kampania potrafi zachwycić, ale jest za długa
I tutaj pojawia się największy problem E-Day.
Kiedy gra prowadzi nas przez liniowe, dobrze zaprojektowane fragmenty, potrafi być świetną strzelanką. Jedna efektowna scena przechodzi w kolejną, lokacje są mocno zniszczone, a walka jest intensywna. Problem zaczyna się w momentach, w których kampania otwiera większe obszary.
Otwarte fragmenty pozwalają wykonywać dodatkowe zadania, szukać znajdziek i ulepszeń oraz walczyć z przeciwnikami poza główną ścieżką. Sam pomysł jest dobry. Problemem jest tempo.
Część tych segmentów sprawia wrażenie wydłużania kampanii. Zamiast szybko przejść do kolejnego mocnego momentu, czasami wykonujemy kolejne podobne aktywności, a następnie wracamy do głównego celu.
To właśnie jeden z najczęściej powtarzających się zarzutów w recenzjach. PC Gamer zwracał uwagę na powtarzalność i ponad 20-godzinną kampanię, a GameStar chwalił liniowe fragmenty, jednocześnie krytykując słabsze momenty otwartych obszarów.
Grafika to jeden z największych atutów
Pod względem oprawy Gears of War: E-Day jest prawdziwym pokazem możliwości Unreal Engine 5.
Zniszczone miasta, ogromne konstrukcje, oświetlenie, efekty walki i szczegółowość otoczenia robią bardzo dobre wrażenie. E-Day jest jedną z tych gier, które potrafią zatrzymać gracza na chwilę tylko po to, żeby spojrzeć na kolejną lokację.
ComputerBase określa kampanię wręcz jako graficzną ucztę i zwraca uwagę na wyjątkowo szczegółowe otoczenie. Jednocześnie maksymalne ustawienia wymagają bardzo mocnego sprzętu.
To ważne również dla graczy PC. E-Day jest wyjątkowo wymagające procesorowo jak na produkcję wykorzystującą Unreal Engine 5. Testy Tom’s Hardware pokazały duże znaczenie wydajności CPU, szczególnie przy niższych rozdzielczościach.
Jeżeli planujesz grać na komputerze, warto wcześniej sprawdzić nasze wymagania PC Gears of War: E-Day.
Horror działa lepiej, niż można było oczekiwać
Jedną z ciekawszych zmian jest atmosfera. E-Day nie próbuje być pełnoprawnym horrorem, ale momentami korzysta z jego języka.
Ciemniejsze lokacje, pierwsze spotkania z Szarańczą, ograniczona widoczność i brutalność inwazji sprawiają, że początek wojny jest bardziej niepokojący niż typowa kampania Gears. To bardzo dobrze pasuje do historii o pierwszym kontakcie ludzkości z nowym przeciwnikiem.
Dzięki temu E-Day nie jest wyłącznie nostalgicznym powrotem. Gra próbuje też nadać znanej formule nieco inny klimat.
Bossowie nie zawsze dają radę
Starcia z większymi przeciwnikami potrafią być efektowne, ale nie wszystkie są równie dobrze zaprojektowane.
Część bossów jest przede wszystkim wytrzymała. Zamiast interesującej mechaniki dostajemy przeciwnika, w którego trzeba wpakować dużą ilość amunicji. To jeden z elementów, które mogą męczyć szczególnie podczas dłuższej kampanii.
Nie każdy pojedynek jest jednak równie dobrze zaprojektowany. Najlepsze starcia wymagają ruchu, kontroli pola walki i rozsądnego gospodarowania amunicją, ale część większych przeciwników stawia przede wszystkim na wytrzymałość.
Jak wygląda multiplayer?
Multiplayer jest ważną częścią E-Day i tym razem nie został potraktowany jako dodatek do kampanii. The Coalition wraca do klasycznego modelu Gears, ale jednocześnie wyraźnie odświeża jego najważniejsze elementy.
Najciekawiej prezentuje się Horde Siege. To rozwinięcie klasycznej Hordy, w którym większe mapy i cele PvE pozwalają odejść od prostego stania w jednym miejscu i odpierania kolejnych fal. W pełnej wersji w rozgrywce może uczestniczyć nawet 12 graczy podzielonych na dwie drużyny. Zamiast samego przetrwania trzeba wykonywać kolejne zadania, walczyć z coraz mocniejszymi przeciwnikami i mierzyć się z potężnymi bossami.
Dużym plusem jest również system klas. Assault, Marksman, Medic i Breacher mają własne role oraz rozwój, a kolejne mecze pozwalają poprawiać wyposażenie i budować skuteczniejszy zestaw pod konkretny styl gry. To sprawia, że Horde Siege ma większy potencjał na dłuższe sesje niż zwykły tryb falowy. Najlepiej działa oczywiście ze zgraną ekipą, szczególnie gdy poziom trudności zaczyna wymagać podziału ról i świadomego wyboru celów.
W przypadku Versus The Coalition stawia na bardziej klasyczne podejście do PvP. Dostajemy mecze 4 na 4, nowe mapy, tryby znane fanom serii oraz osobne playlisty Ranked i Social. Modernizacja ruchu — skoki, ślizgi, vaulting i szybsze zmiany pozycji — sprawia, że Gears jest bardziej dynamiczne, ale nie traci charakterystycznej walki zza osłon. To ważne, bo twórcy nie próbują na siłę zamieniać E-Day w kolejnego szybkiego hero shootera.
Podoba mi się też kierunek całego multiplayera. E-Day nie próbuje kopiować typowych rozwiązań współczesnych gier-usług. Fundamentem pozostają mapy, broń, pozycjonowanie i umiejętności gracza, a nie ciągłe odblokowywanie kolejnych systemów. Dzięki temu multiplayer ma znacznie bardziej klasyczny charakter i dobrze pasuje do tego, czym Gears było od początku.
Na osobną uwagę zasługuje wydajność. E-Day potrafi mocno obciążyć PC, szczególnie procesor, dlatego przed zakupem warto sprawdzić wymagania Gears of War: E-Day. Na Steam Decku sytuacja jest jeszcze trudniejsza — obecna wersja nie zapewnia komfortowej, stabilnej rozgrywki przy rozsądnej jakości obrazu.
Czy warto zagrać w Gears of War: E-Day?
Tak, szczególnie jeśli jesteś fanem pierwszych części Gears of War.
E-Day przypomina, dlaczego ta seria była kiedyś tak ważna dla gatunku. Ciężkie strzelanie, świetne animacje walki, brutalność i charakterystyczny klimat nadal działają. Do tego dochodzi bardzo dobra oprawa i historia, która wykorzystuje jeden z najważniejszych momentów w historii tego świata.
Nie jest jednak idealnie. Kampania jest momentami zbyt długa, otwarte obszary nie zawsze dobrze wykorzystują swój potencjał, a część starć z większymi przeciwnikami wygląda jak próba sztucznego wydłużenia rozgrywki. Gra ma też wysokie wymagania sprzętowe na PC.
Mimo tego trudno odmówić E-Day jednej rzeczy: to wciąż jest Gears of War. I po latach oczekiwania na nową główną odsłonę jest to naprawdę dużo.
Plusy:
- świetny gunplay,
- bardzo dobra kampania i emocjonalna historia,
- efektowna oprawa Unreal Engine 5,
- mocny klimat pierwszych dni inwazji,
- sensowne modyfikacje broni,
- bardziej dynamiczne poruszanie się.
Minusy:
- kampania momentami jest zbyt długa,
- otwarte fragmenty nie zawsze pasują do tempa Gears,
- część bossów jest zbyt odporna,
- wysokie wymagania sprzętowe PC,
- niektóre elementy multiplayera potrzebują czasu, aby pokazać swoją długoterminową wartość.
Werdykt: Gears of War: E-Day nie wymyśla serii na nowo, ale nie musi tego robić. To efektowny, brutalny i bardzo dobrze strzelający prequel, który najlepiej działa wtedy, gdy trzyma się klasycznej formuły Gears. Kilka niepotrzebnie rozciągniętych fragmentów nie pozwala nazwać go arcydziełem, ale fani serii zdecydowanie mają powód, żeby wrócić na front.
Jeżeli dopiero zaczynasz przygodę z grą, przed startem sprawdź również nasz poradnik na start do Gears of War: E-Day. A jeśli chcesz poznać wszystkie najważniejsze informacje przed zakupem, zobacz także materiał o premierze, fabule i gameplayu Gears of War: E-Day.


